piątek, 12 czerwca 2015

2 TYDZIEŃ Z ŻYCIA RANCZA - uwaga, zawiera drastyczne zdjęcia!



Tak, tak moi Drodzy. Dziś wchodzicie na własną odpowiedzialność. Zdjęcia są drastyczne, zawierają dużo pyłu, kurzu i brutalnych scen z totalnej demolki. Rozpruliśmy Ranczo doszczętnie pozostawiając jedynie.... a zresztą, Ci którzy mają mocne nerwy przekonają się niebawem...

PONIEDZIAŁEK


Rafał z tatą rozbierają szkielet dachu. Część belek jest naprawdę w niezłym stanie, bardzo nas to cieszy, bo drewno jest stare, jest z odzysku i na milion procent będzie można je wykorzystać w jakiś fajny sposób.
Ja natomiast w przerwie między noszeniem materiału z rozbiórki na koniec ogrodu zapoznaje się ze sztuką koszenia i kosiarką. Mimo alergii na trawy ( o Zertecu dziękuję Ci za opiekę! ;) ) czynność ta sprawia mi dużo radości i satysfakcji.
Tutaj chwalę się efektami mojego pierwszego koszenia:
 
 
No i jak?! 
Zwróćcie uwagę na perfekcyjnie przyciętą trawkę przy Miskantach i przy kamieniach. Oby to dążenie do precyzji i ideału nigdy mi nie minęło ;)
 
Poza tym cały czas jestem zasypywana cegłami. Cegły, cegły i jeszcze raz cegły. Końca nie widać, tymbardziej, że w powietrzu unosi się spora dawka zaprawy...
 
 
No i rzecz najważniejsza! Od poniedziałku czekamy na Panów z Taurona. Ponieważ ściana szczytowa strychu jest uzbrojona w napowietrzne przyłącze elektryczne, żeby ją zburzyć musimy po pierwsze - rozwiązać umowę (zrobione), po drugie - złożyć wniosek o nowe przyłącze (prowadzone pod drogą  i wymagające około 3-4 miesięcy pracy, projektów, zezwoleń wydanych przez Tauron i MPWIK - zrobione), a po trzecie - złożyć wniosek o odcięcie napowietrznego przyłącza elektrycznego (zrobione).
Niestety i tutaj biurokracja osiąga niewyobrażalne szczyty! Liczba pokoi, specjalistów, papierków powoduje iż musimy wykazać się sporą cierpliwością...

WTOREK

Czekamy na Panów z Taurona i na Pana z kontenerem. Dzień mija, praca stoi. Nie możemy burzyć ściany nadal, nie ma gdzie pakować śmieci. 


Podwórko zaczyna przypominać wysypisko.
W końcu przyjeżdża Tauron! Radość trwała dosłownie sekundę, bo okazuje się, że przyjechali tylko Panowie Specjaliści Od Demontażu Licznika. Panowie Specjalni Specjaliści od Odcinania Napowietrznych Instalacji zdziwieni twierdzą, że nie mieli takiego zlecenia. Pocieszenie jest takie, że obiecują przyjechać następnego dnia - skoro świt.
Pan Od Kontenera jest taki zarobiony... no nie ma czasu... nie ma kontenera... ale jutro! Jutro to on będzie! Oczywiście rano!

 
Zrywamy więc gumolity, wynosimy perskie dywany. Oczom naszym ukazuje się wiekowa podłoga, a raczej jej szczątki. Płyty paździerzowe rozsypują się w rękach, dechy, które są pod nimi są w agonalnym stanie i można by rzecz - mała fabryka wykałaczek.
Nie mamy ich, gdzie wyrzucić, więc pozostaje cieszyć nimi oko.

ŚRODA

Środa rano... Panowie Specjalni Specjaliści, w których grafiku widnieliśmy na blady świt nie nadjeżdżąją. Z żadnej strony. Próbujemy się czegoś dowiedzieć. Nie odbierają telefonów. Oooo, zaczyna się robić nerwowo.
Po 11 proszę Rafała by zadzwonił raz jeszcze, a gdy ktoś łaskawie odbierze powiedział bez ogródek, że ścianę rozwalamy, kable lecą na drogę i niech robią co chcą.
Mam jakąś nadprzyrodzoną moc, bo Panowie w końcu się pojawiają!!


Ta praca zajmuje im kilka minut. Od nas nie wymagają niczego, żadnego potwierdzenia, nic... tną kabelki, zwijają i jadą w siną dal.
 
 
Ale Pana Od Kontenera nadal nie ma. Deklaruje się na 14... przyjeżdża koło 16...


Kontener zostaje zapełniony w kilkanaście minut, a nad Ranczem unosi się chmura rdzawego pyłu. "Podłoga" ląduje w kontenerze.
 
CZWARTEK


Zaczynamy usuwać sufit... Pozyskujemy w ten sposób dużo starych sienników, materacy, płaszczy, i trudnych do nazwania elementów garderoby, które służyły jako "ocieplenie". Poza tym sporo desek ( które są w podobnym stanie jak była podłoga), całkiem sporo trzciny i drutu, który oplatał trzcinę i mocował ją na deskach.

PIĄTEK


Odsłonięte belki, nieskazitelnie błękitne niebo i kamień na ścianie powoduje, że przez chwilę czuję się jak w jakimś egzotycznym, ciepłym kraju... No takie doznania to tylko Ranczo gwarantuje! :)
 
Nosimy, rozwalamy, segregujemy, sprzątamy... Dzień jak co dzień.
 
SOBOTA



Lecą kolejne ściany działowe, które odsłaniają kolejne "niespodzianki" -starą gazetę tutaj!, stary klucz i odblask rowerowy, oraz ....


...tak, tak - mydło! Nie wiem czy to jakiś lokalny zabobon, czy przypadek - może po prostu murarzowi się wyślizgnęło ;)

Po obiedzie faceci biorą się za odcinanie belek stropowych. Wszędzie znowu pojawia się mgła, która odkrywa, że drewno jest... zdrowe! 10 pięknych, wielkich belek! Skaczę, dosłownie, z radości!




Belki zostają odcięte i zrzucone do środka. Czekają tam spokojnie na kolejny etap prac i Specjalistów (miejmy nadzieję, że nie będą tak "profesjonalni" jak ekipa z Tauronu! ).


NIEDZIELA

Trochę lenistwa, trochę pracy i oczekiwanie na gości :)


Oj, byłabym zapomniała! Jak wiecie nasz ogród jest strzeżony przez owcę Baśkę wypatrzoną na wyprzedaży w HomeandYou, oraz w Bezimiennego, Kiczowatego Krasnala mój wymarzony prezent imieninowy!
Teraz kolej na ozdobę, którą postawił Jaś...


Dinozaur ma zdolności teleportacji i za każdym razem zaskakuje mnie swoją obecnością w różnych częściach ogrodu. Powiem Wam, że budzi respekt! Chyba większy niż Baśka ;)


CO NAS CZEKA?

1. Wygrzebywanie z rumowiska cegieł.
2. Rozwalenie jednej ściany działowej - pozyskanie, oczyszczenie cegieł.
3. Miejmy nadzieję, znalezienie kolejenych skarbów! :) (oj, zachłanna ja!)
4. Spotkanie z kierownikiem budowy i ocena ścian zewnętrzyn i fundamentów.
5. Nadzorowanie ( ufff, chwila wytchnienia!) przenoszenia belek stropowych.
6. Wysyłanie zapytań na potrzebne materiały.
...
7. ...I powoli, powolutku zastępowanie demolki budową!


A tymczasem miłego weekendu, w barwach i kształcie, którym Wam najbardziej odpowiada życzy Dream Team Ranczowy :)
Buziaki!



P.S. Nie wiem czy już Wam pisałam, że bardzo lubię czytać Wasze komentarze! To miłe jeśli zostawiacie po sobie ślad :) także dziękuję za każdą emotkę, słowo, zdanie pozostawione na naszym blogu. To mówiłam ja - Magda :)

8 komentarzy:

  1. Rzeczywiscie drastyczne ;) Ja bym sie na taki remont porwała ale moj mąż chyba nie ;) Podziwiam, pozdrawiam trzymajac kciuki za szybkie i sprawne prace.Bedzie pieknie , a najwazniejsze ze tak jak sobie wymarzyliście.GOSIA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, odsłoniliśmy wszystkie wnętrzności, więc zależy kto ma jakie nerwy ;) Może mąż powinien zajrzeć na bloga i przekonać się, że to ... nic strasznego ;) ot taka operacja na otwartym sercu! ;)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz,
      Magda

      Usuń
  2. Czyli demolka na całego :)
    Udanego weekendu!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, zastawaiałam się co my będziemy robić jak już wszystko będzie zdemolowane i zaśnie rosnąć Nowe Ranczo... Nuda Pani, nuda.

      Usuń
  3. Heroiczna praca ! W temacie podwykonawców, usługodawców itp ...nienawidzę spóźnialstwa i to takiego, którego nawet zwykły
    telefon nie uprzedzi (...że nagła spraw, coś wypadało). Traktujmy ludzi serio!

    Miłego weekendu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila ja też nie znoszę spóźnialstwa! Nie znoszę gdy ktoś nie szanuje czasu innych. Już nie mówię nawet o telefonie żeby uprzedzić o opóźnieniu, wystarczyłby krótki sms!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. i mam nadzieję, że choć przez chwilę będzie z górki :) nie łudzę się nawet, że po drodze będzie łątwo, ale chociaż na chwilkę by złapać oddech i rozpędzić się znowu :)
      Pozdrawiam,
      Magda

      Usuń