wtorek, 30 czerwca 2015

Mądry Polak po szkodzie




Około 13-14 lutego tego roku zaczeliśmy "grzebać" w Ranczu. Prace porządkowe (oj, bardzo szeroko pojęte!) ustąpiły miejsca pracą wyburzeniowym, pozyskiwaniu materiału itp.itd. ... jak wszystko się zakończyło wiecie z ostatniego posta.

Zostaliśmy z niczym. Znaczy z pustym placem, który jest teraz piaskownicą Jasia i po trochu moją ;)  
Domu nie ma, humory do bani, a tu, na horyzoncie pojawił się kolejny problem. A mianowicie, i tu pewnie niewielu zaskoczę, z ... Wykonawcą.
A w zasadzie to z jego ...brakiem! Pan z którym byliśmy już niby całkiem dogadani, gdy zobaczył umowę (na którą niby się zgodził) zaczął coś kombinować. A to nie tak powinna wyglądać, a to nie może już w tym roku wystawić faktury, a to nie poda dokładnej nazwy swojej firmy, a w zasadzie to jego kolega może podpisać umowę i wystawić fakturę na swoją firmę. Im bardziej byliśmy dociekliwi tym bardziej Pan nie odbierał telefonów.
Zostaliśmy więc z pełną dokumentacją, z pozałatwianymi sprawami formalnymi i z dziurą po Ranczu. Po chwilowej panice, stagnacji, załamaniu (jak zwał tak zwał) postanowiliśmy jednak działać. Biorąc pod uwagę ile pracy już za nami, jakiś byle Pan nie będzie nam tu rujnował planów!

Teraz czekamy na wycenę i ofertę jednej z lokalnych firm... co będzie dalej póki co nie wiemy, ale mamy nadzieję, że w przeciągu kilku dni znajdziemy Wykonawcę. Pomyślicie - wariaci ! Środek sezonu! 
No cóż nikt nie twierdził, że jesteśmy normalni :)

Póki co z perspektywy czasu mogę dać skromne rady tym którzy przymierzają się do wyboru wykonawcy:

1. Zacznijcie od przygotowania wzoru umowy.
2. Na spotkaniu z potencjalnym wykonawcą poinformujcie go, że wymagacie podpisania umowy i dołączcie ją do dokumentacji technicznej.
3. Poproście firmę o podanie ich pełnej nazwy, sprawdźcie kto może podpisywać umowę w imieniu firmy i czy nie jest w upadłości.

Myślę, że takie trzy proste kroki pozwolą uniknąć problemów w iście Ranczowym stylu.

A może macie jeszcze jakieś rady jak chodzi o Wykonawców? O co pytać, czego wymagać, w czym odpuszczać?



P.S. A tak poza tym to Ranczo się ...stacza ;) Dlaczego? Zerknij na nasze insta lub fb i wszystko będzie jasne! :D


Pozdrawiam Was serdecznie!





wtorek, 23 czerwca 2015

Gdzie jest Ranczo?


Witam po baaardzo długiej przerwie,


w zasadzie to miałam zupełnie w innym duchu napisać tego posta, ale ponieważ czasami wszystko staje na głowie i nie jest tak jakby się tego chciało to i post będzie inny niż w pierwotnym zamyśle.
Będzie raczej na zasadzie KARTKI Z KALENDARZA, kamienia milowego czy po prostu krótkiej notatki.

Więc gdzie jest Ranczo?
Ano nie ma Rancza.

Jeszcze wczoraj było tak...



A dziś niestety już tak...



I był to dla mnie najbardziej przygnębiający dzień w tym miejscu. Tak szczerze powiedziawszy to chyba w naiwności dziecka sądziłam, że jednak dziś się COŚ wydarzy co pozwoli zrealizować nasze pierwotne założenia.
A jakie były ?
1. Wykorzystujemy fundamenty
2. Zostawiamy 2,5 ściany
3. Odzyskujemy jak najwięcej materiału (drewno, cegła, kamień, wyposażenie, detale)
4. Zostawiamy kamienną ścianę ze starych zabudowań gospodarczych.

Z całej, niewielkiej listy udało się jedynie zrealizować punkt nr 3. Punkty 1 i 2, po rozmowach z Kierownikiem Budowy i Wykonawcami, legły dosłownie w gruzach.
Punkt 4 uda się jedynie częściowo zrealizować. Tutaj również ze względów bezpieczeństwa musimy rozebrać ścianę, która teraz zaczyna się rozsypywać. Jednak rozbierzemy ją tylko po to, aby potem na nowo postawić. Tego nie odpuszczę. Nie wyobrażam sobie tarasu, bez tej kamiennego parawanu.

Nastrój mam wyjątkowo ... trudny, delikatnie rzecz ujmując, więc pożegnam się i powrócę, gdy jakoś "przetrawie" kolejne Ranczowe porażki.


Pozdrawia,
Magda w kolorze blue


P.S. Jakby tego było mało, całą noc wgrywał mi się do posta filmik, a dziś rano Blloger coś mi bredzi, że nie ten format...
Nie odpuszczę :D Zawalczę wieczorem :)

piątek, 12 czerwca 2015

2 TYDZIEŃ Z ŻYCIA RANCZA - uwaga, zawiera drastyczne zdjęcia!



Tak, tak moi Drodzy. Dziś wchodzicie na własną odpowiedzialność. Zdjęcia są drastyczne, zawierają dużo pyłu, kurzu i brutalnych scen z totalnej demolki. Rozpruliśmy Ranczo doszczętnie pozostawiając jedynie.... a zresztą, Ci którzy mają mocne nerwy przekonają się niebawem...

PONIEDZIAŁEK


Rafał z tatą rozbierają szkielet dachu. Część belek jest naprawdę w niezłym stanie, bardzo nas to cieszy, bo drewno jest stare, jest z odzysku i na milion procent będzie można je wykorzystać w jakiś fajny sposób.
Ja natomiast w przerwie między noszeniem materiału z rozbiórki na koniec ogrodu zapoznaje się ze sztuką koszenia i kosiarką. Mimo alergii na trawy ( o Zertecu dziękuję Ci za opiekę! ;) ) czynność ta sprawia mi dużo radości i satysfakcji.
Tutaj chwalę się efektami mojego pierwszego koszenia:
 
 
No i jak?! 
Zwróćcie uwagę na perfekcyjnie przyciętą trawkę przy Miskantach i przy kamieniach. Oby to dążenie do precyzji i ideału nigdy mi nie minęło ;)
 
Poza tym cały czas jestem zasypywana cegłami. Cegły, cegły i jeszcze raz cegły. Końca nie widać, tymbardziej, że w powietrzu unosi się spora dawka zaprawy...
 
 
No i rzecz najważniejsza! Od poniedziałku czekamy na Panów z Taurona. Ponieważ ściana szczytowa strychu jest uzbrojona w napowietrzne przyłącze elektryczne, żeby ją zburzyć musimy po pierwsze - rozwiązać umowę (zrobione), po drugie - złożyć wniosek o nowe przyłącze (prowadzone pod drogą  i wymagające około 3-4 miesięcy pracy, projektów, zezwoleń wydanych przez Tauron i MPWIK - zrobione), a po trzecie - złożyć wniosek o odcięcie napowietrznego przyłącza elektrycznego (zrobione).
Niestety i tutaj biurokracja osiąga niewyobrażalne szczyty! Liczba pokoi, specjalistów, papierków powoduje iż musimy wykazać się sporą cierpliwością...

WTOREK

Czekamy na Panów z Taurona i na Pana z kontenerem. Dzień mija, praca stoi. Nie możemy burzyć ściany nadal, nie ma gdzie pakować śmieci. 


Podwórko zaczyna przypominać wysypisko.
W końcu przyjeżdża Tauron! Radość trwała dosłownie sekundę, bo okazuje się, że przyjechali tylko Panowie Specjaliści Od Demontażu Licznika. Panowie Specjalni Specjaliści od Odcinania Napowietrznych Instalacji zdziwieni twierdzą, że nie mieli takiego zlecenia. Pocieszenie jest takie, że obiecują przyjechać następnego dnia - skoro świt.
Pan Od Kontenera jest taki zarobiony... no nie ma czasu... nie ma kontenera... ale jutro! Jutro to on będzie! Oczywiście rano!

 
Zrywamy więc gumolity, wynosimy perskie dywany. Oczom naszym ukazuje się wiekowa podłoga, a raczej jej szczątki. Płyty paździerzowe rozsypują się w rękach, dechy, które są pod nimi są w agonalnym stanie i można by rzecz - mała fabryka wykałaczek.
Nie mamy ich, gdzie wyrzucić, więc pozostaje cieszyć nimi oko.

ŚRODA

Środa rano... Panowie Specjalni Specjaliści, w których grafiku widnieliśmy na blady świt nie nadjeżdżąją. Z żadnej strony. Próbujemy się czegoś dowiedzieć. Nie odbierają telefonów. Oooo, zaczyna się robić nerwowo.
Po 11 proszę Rafała by zadzwonił raz jeszcze, a gdy ktoś łaskawie odbierze powiedział bez ogródek, że ścianę rozwalamy, kable lecą na drogę i niech robią co chcą.
Mam jakąś nadprzyrodzoną moc, bo Panowie w końcu się pojawiają!!


Ta praca zajmuje im kilka minut. Od nas nie wymagają niczego, żadnego potwierdzenia, nic... tną kabelki, zwijają i jadą w siną dal.
 
 
Ale Pana Od Kontenera nadal nie ma. Deklaruje się na 14... przyjeżdża koło 16...


Kontener zostaje zapełniony w kilkanaście minut, a nad Ranczem unosi się chmura rdzawego pyłu. "Podłoga" ląduje w kontenerze.
 
CZWARTEK


Zaczynamy usuwać sufit... Pozyskujemy w ten sposób dużo starych sienników, materacy, płaszczy, i trudnych do nazwania elementów garderoby, które służyły jako "ocieplenie". Poza tym sporo desek ( które są w podobnym stanie jak była podłoga), całkiem sporo trzciny i drutu, który oplatał trzcinę i mocował ją na deskach.

PIĄTEK


Odsłonięte belki, nieskazitelnie błękitne niebo i kamień na ścianie powoduje, że przez chwilę czuję się jak w jakimś egzotycznym, ciepłym kraju... No takie doznania to tylko Ranczo gwarantuje! :)
 
Nosimy, rozwalamy, segregujemy, sprzątamy... Dzień jak co dzień.
 
SOBOTA



Lecą kolejne ściany działowe, które odsłaniają kolejne "niespodzianki" -starą gazetę tutaj!, stary klucz i odblask rowerowy, oraz ....


...tak, tak - mydło! Nie wiem czy to jakiś lokalny zabobon, czy przypadek - może po prostu murarzowi się wyślizgnęło ;)

Po obiedzie faceci biorą się za odcinanie belek stropowych. Wszędzie znowu pojawia się mgła, która odkrywa, że drewno jest... zdrowe! 10 pięknych, wielkich belek! Skaczę, dosłownie, z radości!




Belki zostają odcięte i zrzucone do środka. Czekają tam spokojnie na kolejny etap prac i Specjalistów (miejmy nadzieję, że nie będą tak "profesjonalni" jak ekipa z Tauronu! ).


NIEDZIELA

Trochę lenistwa, trochę pracy i oczekiwanie na gości :)


Oj, byłabym zapomniała! Jak wiecie nasz ogród jest strzeżony przez owcę Baśkę wypatrzoną na wyprzedaży w HomeandYou, oraz w Bezimiennego, Kiczowatego Krasnala mój wymarzony prezent imieninowy!
Teraz kolej na ozdobę, którą postawił Jaś...


Dinozaur ma zdolności teleportacji i za każdym razem zaskakuje mnie swoją obecnością w różnych częściach ogrodu. Powiem Wam, że budzi respekt! Chyba większy niż Baśka ;)


CO NAS CZEKA?

1. Wygrzebywanie z rumowiska cegieł.
2. Rozwalenie jednej ściany działowej - pozyskanie, oczyszczenie cegieł.
3. Miejmy nadzieję, znalezienie kolejenych skarbów! :) (oj, zachłanna ja!)
4. Spotkanie z kierownikiem budowy i ocena ścian zewnętrzyn i fundamentów.
5. Nadzorowanie ( ufff, chwila wytchnienia!) przenoszenia belek stropowych.
6. Wysyłanie zapytań na potrzebne materiały.
...
7. ...I powoli, powolutku zastępowanie demolki budową!


A tymczasem miłego weekendu, w barwach i kształcie, którym Wam najbardziej odpowiada życzy Dream Team Ranczowy :)
Buziaki!



P.S. Nie wiem czy już Wam pisałam, że bardzo lubię czytać Wasze komentarze! To miłe jeśli zostawiacie po sobie ślad :) także dziękuję za każdą emotkę, słowo, zdanie pozostawione na naszym blogu. To mówiłam ja - Magda :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Będę się patyczkować!




Jak zapewne już wiecie jestem uzależniona od pewnego portalu o którym pisałam jakiś czas temu, a o zdobyczy znalezionej tam pisałam Wam tutaj, a potem tutaj.
Na Dzień Dziecka sprawiłam sobie za jego pośrednictwem 3 patyczaki!
Patyczaki odmiana Giszowicka miały wylądować na hasioku. Tak zdecydował Poprzedni Właściciel. Na szczęście czujna Pani Żona Poprzedniego Właściciela wrzuciła zdjęcia w internet i napisała, że odda za 10 zł, albo czekoladę dla dzieciaków.


Wilk syty i owca cała. Nie miałam sumienia dać 10 zł, a po czekoladę mieliśmy wybitnie nie po drodze ( sprawy z Tauronem ciągnęły się od samego poniedziałku!), więc zaproponowałam Pani 20 zł.
Mój kochany mąż cierpliwie znosi to moje zbieractwo, choć po kątach już bąka, że będziemy mieć w domu muzeum...
Bo jakby tego było mało, jakoś na początku roku uratowałam z "likwidacji" zakładowej stolik z podobnymi nogami...
Tak więc stado patyczaków powiększyło nam się znacznie :)


Patyczaki przez cały tydzień plątały się po Ranczu poznając swoje nowe środowisko naturalne, ale ponieważ przekładanie ich z miejsca na miejsce stało się męczące pewnego dnia poszły na stryszek. Jak tylko będziemy mieć trochę wolnego czasu (serio? coś chyba mam problem z ogarnięciem tego co się będzie działo! Wolny czas? kpina jakaś!) i przestrzeń - wezmę się za nie.

Plan jest taki:

- rozbieram patyczaki na części pierwsze
- oczyszczam i odświeżam nogi (w planie naturalny kolor drewna)
- wymieniam gąbkę
- wymieniam tapicerkę (szara)
- nowy blat ( o! tę kwestię muszę jeszcze dokładnie przemyśleć)

Marzy mi się, że wymianę gąbek i tapicerek ogarnę jakoś sama, choć nie wiem czy uszycie pokrowców wyjdzie mi tak jakby tego chciała.
A chciałabym, aby krzesła były ładnie pokryte materiałem- tak jak w oryginale. Oglądałam pare inspiracji na różnych blogach i zawsze natrafiałam na zakładki materiału i mocowanie spinaczami. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.... dla mnie wygląda to trochę... prowizorycznie. Być może to zabieg celowy... zawsze można zmienić materiał gdy przestanie się podobać, ale... ja chcę zrobić je naprawdę porządnie!

Nie wiem jeszcze czy materiał zamówię przez internet (próbki podarowane przez siostrę wyglądają naprawdę kusząco) czy najpierw popytam lokalnych tapicerów o cenę usługi i posiadane materiały....


Póki co temat Patyczaków uważam za chwilowo zamknięty, a o powodach opowiem Wam przy okazji kolejnego posta :)


Pozdrawiamy serdecznie :)
Magda
Rafał
Jaś